Z wizytą na wieży

AirDaro w PAŻP'ie

Zaprowadzono nas na poszczególne stanowiska kontroli sektorów obszaru. Dowiedzieliśmy się wszystkiego o tym co wyświetla wskaźnik i jakie funkcje posiada a funkcji tych jest chyba tysiące...

Dawno mnie tu nie było i nic nie skrobałem więc teraz, skoro zima za oknem i rury od mrozu trzaskają pozwólcie, że opiszę swoją ubiegłosobotnią wycieczkę do centrum kontroli lotów kosmicznych czym dla mnie osobiście jest siedziba Państwowej Agencji Żeglugi Powietrznej przy ulicy Radarowej w Warszawie a mówiąc krótko wieża na Okęciu :-).

Mój bliski frend Janek Krzyżanowski pilot Aeroklubu Warszawskiego jest od wielu lat kontrolerem - instruktorem na obszarze FIR Warszawa. Ilekroć się spotykaliśmy czy to w Wa-wie czy na Żarze lub w innym Ostrowie zawsze zapraszał mnie złożenia mu wizyty w pracy. Ja oczywiście ilekroć byłem w stolicy nigdy nie miałem czasu ani szczególnej okazji, aby się do niego wybrać aż tu nagle... 
Zadzwoniłem do Kszyżyka, bo tak Janka nazywamy i przypomniałem mu jego obiecanki o wycieczce. Powiedział, że nie ma sprawy i po kilku formalnościach (trochę mniej niż przy braniu kredytu z banku) w piątek już wiedziałem, o której godzinie w sobotę możemy wejśc na Okęcie. 
Wycieczka okazała się multiAeroklubowa tj. niżej podpisany AirDaro AZM Lubin, Ania Zajączkowska - Aeroklub Orląt w Dęblinie oraz Bernard Beny Jakubowski - Aeroklub PLL Lot. Na miejscu oczekiwał nas Kszyżak oraz jego młodsza po fachu koleżanka a moja przyjaciółka Kasia Beuth z Aeroklubu Warszawskiego.

Zaczęło sie od sprawdzenia dowodów osobistych na bramie. Następnie "z buta" udaliśmy się do głównego wejścia, przed którym na trawie "pasie się" niebieskawy An-2 ze znakami rejestracyjnymi wskazującymi na jego przynależność do goszczącej nas firmy. Przy wejściu spotkaliśmy Kasię, z którą windą wjechaliśmy chyba na 3 piętro. Tam już Kszyżyk na nas czekał i po przywitaniu wszyscy razem weszliśmy na główną salę. I tu pierwsze zaskoczenie. Nie wiedzieć dlaczego zawsze sobie wyobrażałem, że sala gdzie pracują kontrolerzy jest jak sala operacyjna czyli wszystko sterylne, czasem popiskują jakieś urządzenia i mrugają dziwne światełka a do tego panuje tajemniczy półmrok i cisza jak w grobie. W rzeczywistości jest to pomieszczenie o kubaturze sali gimnastycznej bez okien czyli ze sztucznym oświetleniem. Wszystkie źródła światła skierowane są na podwieszany sufit za pewne dlatego, aby nie odbijały się w ekranach wskaźników (to te szafy z monitorami przy których siedzą kontrolerzy). Po sali krząta sie wiele osób. Niektóre pracują roznosząc na poszczególne stanowiska paski postępu lotu, które na pewno każdy z Was widział w rozmaitych filmach. Inni pracują na wyznaczonych stanowiskach czyli przy swoich wskaźnikach (zawsze są to dwie osoby). Kontroler, który pilnuje ruchu za pomocą wskaźnika, gada przez radio i telefon oraz jego pomocnik zajmujący sie robieniem notatek na paskach postępu lotu, przestawianiem tych pasków w specjalnej ramce, łącznością z innymi kontrolerami obszaru i innymi służbami, tzn. zbliżaniem i wieżą oraz łącznością ze służbami ATC w sąsiadujących FIR'ach. Po sali spokojnie spacerują kontrolerzy, którzy akurat mają przerwę w siedzeniu przy wskaźniku. Za szerokim i wysokim biurkiem urzędują kierownicy zmiany, osoby czuwające nad aktualnym komunikatem meteo, w tym chyba również nad ATIS'em. Generalnie atmosfera jest luźna. Panuje przyciszony gwar jak na bazarze. Nigdzie nie piszczą żadne urządzenia, słychać natomiast przytłumioną korespondencję płynącą z głośników. Jeszcze jedna ważna rzecz rzucająca się w oczy - na sali jest od groma zegarów i zegarków. Każdy monitor, wskaźnik czy pulpit wskazują analogowo lub elektronicznie godzinę i na tej sali jest to wszędzie jedna i ta sama godzina co do minuty i sekundy i jest to godzina UTC. Dodatkowo wszystko co sie mówi na sali jest zbierane (no i oczywiście gdzies rejestrowane) przez dziesiątki mikrofonów wbudowanych w każdy pulpit nad głowami pracujących osób, dlatego też tak po prostu trzeba trochę uważać co się mówi...

Poznaliśmy miłego i sympatycznego kierownika zmiany, starszego pana w skórzanym wdzianku jakby stroju motocyklisty z dobrze zarysowanym mięśniem oficerskim, o siwych włosach w formie takiej jakby go pierun w mietłę strzelił :-P. Z daleka widać, że pracuje tam wielu ekscentrycznych ludzi na przemian z całkiem normalnymi i zupełnie pospolicie wygladajacymi.

Zaprowadzono nas na poszczególne stanowiska kontroli sektorów obszaru. Dowiedzieliśmy się wszystkiego o tym, co wyświetla wskaźnik i jakie funkcje posiada a funkcji tych jest chyba tysiące. Ja osobiście odebrałem to jako skomplikowaną grę komputerową. Po krótkim czasie naszego przebywania na stanowisku przekonaliśmy się, że ludzie chętnie opowiadają o swojej pracy nawet w czasie jej wykonywania. Pewnie widzieli nasze zdziwione spojrzenia... Ciekawostką jest to, że na sali obok każdego rzędu szaf ze wskaźnikami ustawione są czerwone skrzynki, w których znajdują się niewielkie butle tlenowe wraz z maskami dla wszystkich pracowników na wypadek ataku gazowego :-/. Z pierwszej głównej sali przeszliśmy za ruchoma ściankę do drugiej części sali, w której od kilkunastu miesięcy technicy ustawiają, podłączają i synchronizują cała masę nowoczesnych urządzeń, które w ciągu kilku miesięcy mają zastąpić te, na których kontrolerzy pracują obecnie.

AirDaro w PAŻP'ie (PEGASUS 21)

Klocki PEGASUS'a 21

Właśnie z tego miejsca pochodzą dwie fotki, które są ilustracją tego tekstu. Jeśli dobrze pamiętam nowy system nazywa się Pegasus 21 i ma być rewolucją w stosunku do obecnie używanego. Wszystko to co tam jest instalowane kosztuje dziesiątki jeśli nie setki milionów złotych ale jak wszyscy dobrze wiemy bezpieczeństwo i życie nie ma ceny stąd takie nakłady. 
Z sali z Pegasus'em udaliśmy się na wieżę. Kilka razy byłem na Okęciu od strony terminalu. A to na wycieczce po samolotach i firmie, którą dawno temu załatwili nam nasi klubowi koledzy - piloci, a to na szkoleniu w Petrolocie, gdzie miałem okazję poznać pracę portu lotniczego z perspektywy płyty lotniska i cysterny z naftą. Wieża to zupełnie inny świat. Właśnie tam panuje półmrok, który rozjaśniają tylko ekrany monitorów oraz wskaźników, przy których pracuja kontrolerzy. Szef zmiany na wieży to fajny facet, którego nazywają Gargamelem. Przez dobre 20 minut opowiadał nam z pasją o wszystkim co się aktualnie dzieje w powietrzu, co widzimy i co robią kontrolerzy. Przez ogromne okna obserwowaliśmy z wysokosci 8 czy 9 piętra lądowania i starty samolotów, które odbywały sie jak na wyciągniecie ręki od nas :-). Niesamowite wrażenie. Ukoronowaniem naszej wizyty na wieży była możliwość własnoręcznego przesterowania na pulpicie jasności świecenia świateł pasa startowego :-D. Po około pół godziny pobytu na wieży podziękowalismy pracującym kontrolerom oraz sympatycznemu Gargamelowi i wąskimi schodkami zeszliśmy w dół.
Po powrocie na salę główną odwiedziliśmy jeszcze naszych znajomych pełniacych służbę w sektorach FIS Olsztyn i Warszawa. Mogliśmy również z bliska, praktycznie przez ramię przyjrzeć się wektorowaniu samolotu przez służbę kontroli zbliżania Okęcia.

Po zwiedzeniu wszystkich stanowisk Kasia i Kszyżak musieli zająć się swoją pracą na godzinę. Nam nikt nie robił absolutnie żadnego problemu i wygodnie rozsiedliśmy się w fotelach, aby naszym przewodnikom w ich pracy potowarzyszyć przez tę godzinę. Teraz na spokojnie pokazano nam możliwości radaru oraz zobrazowania tego, co radar zbiera z przestrzeni a także bieżącej obróbki na wskaźniku na potrzeby kontroli. Pojęcia takie jak separacja, orbita, poziom, sektor i.t.p... i.t.d... wreszcie nabrały dla mnie sensu. Wiecie co jest najfajniejsze w tej pracy? Fotele. Każdy kontroler i każda osoba pracująca na sali ma swój fotel tak wygodny i tak wypasiony...
 Marzę o takim fotelu :-). 
Po godzinie spędzonej z naszymi przyjaciółmi w ich pracy udaliśmy się do pracowniczej stołówki na kawę i ciastko oraz luźną rozmowę. Nawet Gargamel wpadł do nas. Przyznać muszę, że dawno nie spotkałem grupy tak spontanicznych i sympatycznych ludzi. Wszyscy byli niezwykle mili i odnosili się do nas tak, jakbyśmy byli dobrymi kumplami od conajmniej 10 lat. 
Po kawie udaliśmy się powoli do wyjścia. I to chyba tyle...

Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję wybrać się na Okęcie na wieżę to szczerze polecam. Niezwykłe miejsce i niezwykła praca, która, jak mówią kontrolerzy, daje wielką satysfakcję i dobre pieniądze, ale wymaga odpowiedzialności, odporności psychicznej i conajmniej 2 lat intensywnej nauki.

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem. 

AirDaro

Powered by eZ Publish™ CMS Open Source Web Content Management. Copyright © 1999-2010 eZ Systems AS (except where otherwise noted). All rights reserved.